Nie wiem co jest ze mną nie tak. Nie czuję się już ani kochana, ani trochę potrzebna. A o mnie zapomniał. Siedzi sobie teraz w pracy, nie wiedząc nawet jak się czuję, kiedy nie okazuje mi od rana ani grama zainteresowania. (może to głupie, że tak myślę?)
Na dodatek to prawo jazdy kompletnie mnie dobija i jeszcze bardziej przez to moja własna beznadziejność mnie pogrąża. Jutro kolejna jazda, na którą w ogóle się nie czuję... Nikt nie rozumie tego, że zrobiłam to tylko i wyłącznie chyba właśnie dla niego, żeby był szczęśliwy. Chciałam być dla niego idealna, odchudzać się, zrobić prawko, żebym mogła odwozić go pijanego z imprez do domu, żeby nie musiał po mnie przyjeżdżać, żeby cieszył się, że ma taką fajną kochającą dziewczynę obok. Ale stało się coś złego : zgubiłam się w tym i to mój problem. Zgubiłam się pomiędzy tym, czy tego też chciałam . Zadałam sobie pytanie : Madzia, gdzie Ty między tym wszystkim jesteś? Z drugiej strony rodzi się myśl, że pomimo porażek nie można się poddawać. Ale ile można nie chcieć się poddawać, skoro na 90% pewne jest to, że skoro nie robi się tego dla zaspokojenia swoich potrzeb, a dla szczęścia i blasku w oczach innych... Straciłam "siebie w sobie". I stwierdzam to ze smutkiem.
Na dodatek to prawo jazdy kompletnie mnie dobija i jeszcze bardziej przez to moja własna beznadziejność mnie pogrąża. Jutro kolejna jazda, na którą w ogóle się nie czuję... Nikt nie rozumie tego, że zrobiłam to tylko i wyłącznie chyba właśnie dla niego, żeby był szczęśliwy. Chciałam być dla niego idealna, odchudzać się, zrobić prawko, żebym mogła odwozić go pijanego z imprez do domu, żeby nie musiał po mnie przyjeżdżać, żeby cieszył się, że ma taką fajną kochającą dziewczynę obok. Ale stało się coś złego : zgubiłam się w tym i to mój problem. Zgubiłam się pomiędzy tym, czy tego też chciałam . Zadałam sobie pytanie : Madzia, gdzie Ty między tym wszystkim jesteś? Z drugiej strony rodzi się myśl, że pomimo porażek nie można się poddawać. Ale ile można nie chcieć się poddawać, skoro na 90% pewne jest to, że skoro nie robi się tego dla zaspokojenia swoich potrzeb, a dla szczęścia i blasku w oczach innych... Straciłam "siebie w sobie". I stwierdzam to ze smutkiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz